niedziela, 15 listopada 2015

Nie jestem artystką

Hej ho!
Od kilku dni zbieram się, żeby coś naskrobać, ale nie mam weny.
Ciągle czegoś mi brakuje, najchętniej leżałabym w łóżku, albo rysowała, bo ostatnio tylko to chce mi jakoś wychodzić. Rozleniwiłam się.
Nawet nie chce mi się uczyć, a perspektywa masy sprawdzianów jakoś mnie nie przeraża...
 Teraz, kiedy to piszę, powinnam się uczyć fizyki i WOS-u. 
I jak znam życie, to wszystko zrobię na ostatnią chwilę. 
Nie jestem jakoś specjalnie sumienna w sprawach, które mnie nie interesują.
Nie chcę pisać o Paryżu, przepowiedniach, od których włos się jeży na głowie i filtrach na zdjęcia profilowe na fejsie. Inni już z pewnością o tym pisali.
Dlatego piszę zdania, które przychodzą mi do głowy.
No i największe dla was zaskoczenie!
Dodam swój jeszcze nie skończony rysunek!
(Brakuje tylko tła i końcowych poprawek.)
zdjęcie robione kalkulatorem podłączonym do pralki
Fanfary! Dajcie fanfary dla mojego artystycznego bubla! 
Wszelkie hejty mile widziane!

"artystka"

czwartek, 12 listopada 2015

Zaskoczenie

Hej ho!
Cóż, tonący brzytwy się chwyta, a ta książka właśnie nią była.
Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego po książce "Odcień fioletu" Jeri Smith-Ready.
Może przez to, że sięgnęłam po nią tylko po to by zabrać o jedną książkę więcej do domu?
 Ale muszę przyznać, że mnie zaskoczyła.
Kiedy przeczytałam krótkie streszczenie z tyłu książki, pomyślałam, że będzie to kolejna książka dla nastolatek, która przypadkiem znalazła się w bibliotece dla dorosłych.
Paranormalny romans, z ciągle powtarzającym się schematem dwóch rywali w miłości.
Jednak trzeba przyznać, że książka pozytywnie mnie zaskoczyła.
Jest to historia Aury, nietypowe imię, ale podoba mi się, która potrafi widzieć duchy, tak jak połowa młodego społeczeństwa.
Jednak, mimo dzieciństwa spędzonego wśród zjaw i cieni, jest szczęśliwa. Ma kochającą ciocię, która się nią opiekuje, chłopaka, który zrobiłby dla niej wszystko, no i wspaniałych przyjaciół.
Jednak jej szczęśliwy światek rozpada się,  po śmierci Logana, którego była dziewczyną.
Po kilku stronach książki, historia mnie nawet zaciekawiła, ale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Potrzebowałam dla niej czasu.
Bohaterka wkurzała mnie w niektórych momentach, ale nie była tak irytująca jak potrafią być niektóre z papierowych dziewczyn.
Trzeba przyznać, że książka trochę wybija się spośród innych typowych romansów paranormalnych i chwała za to.
Nie wiem czy przeczytałabym tę książkę jeszcze raz, ale czas pokaże.

fioletowa

piątek, 6 listopada 2015

Optymistycznie

Hej ho!
Już nie wiem, co pisać.
Ludzie nie lubią czytać wesołego szczebiotu nastolatki. Przecież to nie mówi o tym jak słabą i kruchą jest istotą. Pokazuje tylko jak nieobytą w świecie jest osobą.
To smutne, bo czasami w naszych nastoletnich głowach jest o wiele więcej, niż dorosłym się wydaje. Może w tych czasach większość z nas pozuje na ludzi umęczonych życiem.
Tak bardzo zranionych własnym istnieniem. Przesiąkniętych własnym nieszczęściem.
Pesymiści.
Tak to prawda, ale nie ja.
Ja jestem optymistką, pełną pogody ducha nawet w zamglone dni.
Nawet w czasie mrocznych wieczorów i szarych poranków.
Przecież nie ma się czym przejmować.
Jest jeszcze wiele do ujrzenia.

optymistka

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 9: Nauczyć się pływać

Hej ho!
Someone I once loved beyond measure told me when a great sadness was heavy on my heart, "you make your own sunshine." She was absolutely right and though she no longer is the keeper of my heart, I remember her words and let the sun shine through me!: Czuję się już dobrze. Mogę powiedzieć, że nadzwyczaj.
Świat wygląda inaczej gdy jesteś na powierzchni. Jest bardziej kolorowy i żywszy.
Na dole wszystko płynęło swoim tempem, a w tym wszystkim ja.
Teraz płynę tak jak chcę, czasem zwalniam, czasem przyspieszam.
Choć szkoła nadal przyprawia mnie o napady lęku i strachu, to jestem do tego przyzwyczajona, przecież tak jest od zawsze.
Problemy były wielkie tylko z perspektywy dna teraz są o wiele mniejsze. 
Czuję, że tutaj mogę więcej, niż z dna, które spowalniało wszystkie moje ruchy.
Teraz muszę nauczyć się pływać rozsądnie.

z powierzchni

piątek, 30 października 2015

Z czasem dorastamy

Hej ho!
Dzisiaj nie będzie tutaj moich smętów!
Jeeej!
Dzisiaj zajmę się książką. Jak za dawnych dobrych czasów.
Dzisiaj powiem o książce, którą przeczytałam w podstawówce.
Wypożyczyłam ją niedawno, by przypomnieć sobie książkę, która niegdyś tak bardzo mnie wciągnęła i zabierała moje myśli do zupełnie innej rzeczywistości.
A była to książka Lisy McMann pod tytułem "Sen".
Książka opowiada o Janie, która potrafi wejść w świat snów innych ludzi odkąd pamięta.
Podróże, poranne lekcje, biwaki i nocki u koleżanek są koszmarem, z którym musi żyć na co dzień.
Oczywiście spotyka chłopaka, bla bla bla, taka schematyczna historia, no wiecie nic specjalnego. 
Jednak kiedy byłam młodsza, pomyślałam, że autorka wykazała się niesamowitą kreatywnością ( nie ujmując niczego autorce), ponieważ to była jedna z pierwszych książek paranormal romance, jaką przeczytałam, później to co uznawałam za szczyt kreatywności stało się zwyczajnym schematem.
Po przeczytaniu "Snu" po raz drugi stwierdzam, że już mnie tak nie wciąga, a historia czasami wydaje się po prost nudna i przewidywalna.
Książka jednak jest dla mnie ważnym punktem mojego rozwoju czytelniczego i mam do niej sentyment, bo właśnie ona pokazała mi świat fantasy i jestem za to niezwykle wdzięczna autorce.
Jeśli jesteście młodzi, rzadko czytacie książki to jest to wspaniały, lekki początek, właśnie dla was, a jeżeli jesteście książkowymi weteranami, to będzie to świetny odmóżdżacz.

wprost z przeszłości

czwartek, 29 października 2015

Rozdział 8: Ukrywam wszystko

Hej ho!
Nie wiem czemu, ale ostatnio wszystkie moje posty są takie poważne i strasznie smutne.
I'm just sensitive. I'm sorry that I can't hold back tears, I'm strong in my personality but my feelings will crumble down with one blow. Stop blowing then telling me to pick myself up. I CAN'T: Nawet nie wiem kto chciałby to czytać...
Może to rzez to, że wszystko w sobie tłamszę i przyduszam, a później potrzebuję to wszystko gdzieś pokazać. Często czuję się jak oszustka, mówię "Wszystko w porządku", a jednak coś mnie trapi. Nie umiem powiedzieć, że zachowanie niektórym mnie gorszy. Staram się nie martwić innych.
Można powiedzieć, że na co dzień zakładam maskę dobrego humoru.
To nic...
Myślę, że każdy z nas ma takie maski, że nie tylko ja taką zakładam.
To chyba nic złego, że chcemy być lepszymi, niż jesteśmy naprawdę. 

zza maski

środa, 28 października 2015

Rozdział 7: "Bez niespodzianek życie byłoby nudne"

Hej ho!
Niespodzianki są nieodłącznym fragmentem naszego życia. Ale o tym później.
Dzisiaj, było nadzwyczaj spokojnie. Ludzie byli mili, sprawdzian z angielskiego w miarę prosty, a w-f chociaż męczący to nawet przyjemny.
sometimes the people who are so broken, that they get jealous because you are whole.Moja podróż na powierzchnie staje się odrobinę łatwiejsza. Nawet mój wrodzony optymizm odradza się jak feniks z popiołu. Staram się pisać regularnie, robić brzuszki, poprawić samodyscyplinę.
I choć nauka wciąż mi nie w smak, to przełamuję moją niechęć do książek i szkolnych obowiązków.
Wszystko jest na dobrej drodze.
Ale jak już pisałam nasze życie jest nieprzewidywalne i funduje nam niesamowite niespodzianki.
Czasami zaskakują nas pozytywnie, a czasami wręcz przeciwnie.
Ostatnio spotykają mnie same niemiłe niespodzianki.
Wydaje mi się, że coś chce mnie złamać i wgnieść z powrotem w dno, najlepiej zakopać pod tym całym mułem.
Nie chce mówić tego nikomu prosto w twarz, nie chcę robić z tego niesamowitej sensacji, która rozeszłaby się po moim małym mieście z prędkością światła. Tutaj jestem choć częściowo anonimowa, ja i moja prywatność.
Zauważyłam, że wszystko co złe przychodzi do człowieka raz, a porządnie. Później zostawia nas na jakiś czas i daje nadzieję na to, że nie wróci, tylko, że potem przychodzi z jeszcze większym bólem.
Dzisiaj dowiedziałam się czegoś co boli.
Ktoś, tak młody, przyjacielski, szczery i pogodny, i ktoś tak bliski mojemu sercu zachorował.
Ktoś z kim spędziłam wspaniałe dziecięce chwile.
Moja droga kuzynka zachorowała, a raczej została zraniona, czymś co nazywa się guzem mózgu. 
Moje serce płacze, ale oczy nie mogą.
Teraz po operacji, niby wszystko jest w porządku, ale tak czy siak martwię się. Bo to wszystko trwa i wszystko ma na jej przyszłość jakiś wpływ.
Jedyne co mi zostaje to się modlić i karmić nadzieją.
To wszystko co jak na razie mogę zrobić.

zasmucona