środa, 11 lutego 2015

Kopciuszek

Hej ho!
Jak to miło mieć kilka chwil dla siebie. 
Nie zrozumcie mnie źle ale odkąd mama jest chora, czuję się jak kopciuszek z taniego amerykańskiego filmu. To ja mam wszystko na głowie. To ja mam sprzątać, gotować, prać, prasować i tak dalej, i tak dalej....
No, ale w każdej bajce musi być książę.
Moim księciem był Aleksander, a raczej Aleksandra, moja najlepsiejsza przyjaciółka. Ona wyrwała mnie ze szponów matni i zabrała na wspaniałą przygodę w naszym rodzimym mieście.
Chcę ci ty zboczona, slitherińska świnio podziękować za jakże wspaniały dzień.
Za wrzucenie mojej czapki na drzewo, za wygłupy w biedronce i za to, że po powrocie do domu musiałam umyć buty.
Dziękuję, to było wspaniałe popołudnie. 

wdzięczny Zmarzluch

wtorek, 10 lutego 2015

Zabiegany wtorek

Hej ho!
No i koniec jest bliski.
Został już tylko tydzień ferii, a ja się czuję wypompowana, a nie wypoczęta. Nie mam siły. Mama jest chora, leży w łóżku, a ja się wszystkim zajmuję. Mój brat w niczym nie pomaga. To straszne...
Od rana zmyłam mnóstwo talerzy, które zostały zabrudzone wczoraj. Posprzątałam pokój i będę musiała iść do sklepu...
Do tego ta okrutna pogoda. Jeszcze wczoraj była masa śniegu. Dzisiaj została tylko brudna masa w miejscach, do których deszcz nie ma dostępu. Nie mam ochoty wychodzić. Do tego boję się, że opatrunek, który zatyka moją dziurę w zębie, zaraz wypadnie.
Okrutny zębolog. Mówił, że nie będzie bolało....

zabiegany Zmarzluch

poniedziałek, 9 lutego 2015

Zębolog...

Hej ho!
Moje życie jest do bani!!
Już od samego rana nie mam ochoty by wyjść z łóżka...
Od jakiejś szóstej nie śpię, siedzę w łóżku, czytam książkę i się buntuje.
Mama jest u lekarza i była umówiona a dzisiaj do dentysty. Mój brat obiecał, że jak coś, to pójdzie za nią a teraz się wykręca! I ja mam iść! Nie cierpię dentystów!
Boję się zębologów...
Jak mogę ufać osobie, która grzebie w ustach, potrafi się porozumiewać z ludźmi na podstawie dziwnych gulgotów. No ja ich nigdy nie lubiłam, nie lubię i lubić nie będę.
Przykro mi...

zbuntowany Zmarzluch

niedziela, 8 lutego 2015

Śnieg, gitara, choroba i okulary

Hej ho!
Moi drodzy za oknem mam śnieg!!!! Co ja gadam, MASĘ ŚNIEGU!!
Obudziłam się i było biało, bielutko, bieluchno!
Uwielbiam śnieg. Nie mam pojęcia dlaczego, ale po prost go kocham.
Wczoraj u papy nie było tak źle, tylko trochę mi smutno bo babcia trafiła do szpitala i ja dowiedziałam się o tym jak zawsze ostatnia...
Pouczyłam się grać na gitarze, która ma trzy struny i już co nieco umiem.
Tylko wkurzało mnie to, że znowu musiałam tak dużo zjeść. No i jeszcze wkurzają mnie okulary, bo są sklejone taśmą klejącą i czasami czuję się jakbym miała zaćmę.
Do tego mama się rozchorowała, martwię się...

zmartwiony Zmarzluch

sobota, 7 lutego 2015

Hej ho!
Jest już drugi weekend miesiąca, a jest to jeden z najmniej lubianych przeze mnie okresów. 
To pewnie dlatego, że jestem zmuszona wyjść z domu i są to zazwyczaj najnudniejsze dwa dni w całym miesiącu, bo niestety, na spotkaniach  z tatą oglądamy tylko telewizję i opychamy się jedzeniem podkładanym przez babcię pod sam nos.
Nie chodzi o to, że nie kocham mojego tatki, ale raczej chodzi o to, że nie przepadam za samą ideą tych spotkań. To wszystko wydaje się takie narzucone, wymuszone...
To miałoby, chyba, jakiś sens gdybyśmy jakoś specjalnie przeżyli ten cały rozwód, ale nawet nie płakaliśmy. Może dlatego, że byliśmy już dużymi dziećmi i zawczasu zauważyliśmy, że pomiędzy rodzicami coś się psuje.
Nie mam pojęcia, ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, jak sąd każe tak niech będzie!
Może ten weekend z papą nie będzie taki zły?

weekendowy Zmarzluch

piątek, 6 lutego 2015

"Papierowe miasta" John Green

Hej ho!
Tak jak obiecałam recenzja. 
Czytanie "Papierowych miast" zajęło mi o wieeeele więcej czasu niż zazwyczaj...
Nie mam pojęcia dlaczego, ale ta książka, na początku, trochę mnie nużyła, a później zainteresowała, a później znowu znużyła.
To przypomniało mi trochę wyjazd do wesołego miasteczka. Droga ci się dłuży, potem świetnie się bawisz, ale potem trzeba wracać i znowu strasznie ci się nudzi.
Moje uczucia są mieszane. 
No, ale o czym są "Papierowe miasta"?
Jakby to powiedział doświadczony psycholog:
"To historia o poszukiwaniu siebie"
i tutaj muszę się zgodzić z opinią psychologa, ale fabuła nie mówi nam o tym otwarcie.
Cóż w epilogu poznajemy małego Quentina i Margo.
Są najlepszymi przyjaciółmi, których rozdzieliło znalezienie martwego faceta w parku. Później przenosimy się w przyszłość i naszym głównym bohaterem zostaje nastoletni Q, który szaleńczo kocha się w legendarnej Margo Roth Spigelman.
Razem z jego znajomymi prowadzi, zwyczajne, monotonne życie. Pewnej nocy robi coś czego nawet on się po sobie nie spodziewał i ta noc zmienia całe życie jego małej społeczności.
Cóż, najbardziej w tej książce podobały mi się postacie. Oni wszyscy, gdyby tylko John Green chciał, mogli by mieć swoją własną, indywidualną historię, ponieważ każdy z osobna był interesujący, niesamowity i każdy z nich był inny. To właśnie oni zatrzymali mnie przy tej książce.
Według mnie, "Papierowe miasta", nie są specjalne. Nie staną się raczej jedną z moich ulubionych książek, ale jak zawsze powiem wam. 
Spróbujcie sami!

papierowy Zmarzluch

Wujkowie dobre rady

Hej ho!
Napisałabym już teraz recenzję "Papierowych miast", ale jakoś tak nie mam jak na razie siły pisać o zagmatwanych psychologicznych sprawach. Chociaż obiecałam sobie, że skończę czytać książkę wieczorem, to nie mogłam tego zrobić, ponieważ pół rodziny zjechało się do mnie świętować urodziny mojej mamy.
Lubię kiedy przyjeżdżają, ale nie wszyscy na raz.
Czasami są strasznie wkurzający. Narzekają, że jesteśmy (ja i mój brat) okropnymi dziećmi, ponieważ prawie wcale nie pomagamy w domu i niby myślimy tylko o sobie. 
Później zaczynają zachwalać młodszego kuzyna. Jaki on jest wspaniały, jak się świetnie uczy, jak pomaga w domu, że nie trzeba go o nic prosić bo sam to zrobi...
To wcale nie jest prawda, bo ten dzieciak jest strasznie leniwym, wcinającym się w każde zdanie i niesamowicie upierdliwym chłopcem jakiego kiedykolwiek widziałam. Nawet mój brat jest mniej leniwy, choć do pracusia mu brakuje.
Nie cierpię nie cierpieć mojej rodziny, ale oni zawsze myślą, że wszystko wiedzą najlepiej. Zastępują stylistów, lekarzy, prawników itp. To wkurza, bo zawsze czujesz się umniejszony i niewartościowy, bo ty nic nie wiesz.
Tacy wujkowie dobre rady, chyba każdy takich ma w rodzinie.

rozdrażniony Zmarzluch