Cóż tą książkę przeczytałam o wiele, wiele wcześniej, ale jakoś tak nie czułam potrzeby jej zrecenzowania. Jakoś tak wyszło. Jednak teraz czuję tę potrzebę.
Cóż nie jest to druga część serii, ponieważ w bibliotece nie ma niczego na zawołanie. No sorry, nie moja wina.
W tej części poznajemy bliżej niesamowitego wampira Angusa McKaya, w którego pustych teraz żyłach niegdyś krążyła czysto szkocka krew. Nosi kilty ( tak to te męskie spódniczki ) i zazwyczaj ma przy sobie co najmniej jeden nóż. Możemy też powiedzieć, że jest nieczuły, a w jego sercu nie może zakwitnąć miłość. Jednak spotkanie wspaniałej Emmy Wallace, zabójczyni wampirów, jest jak masaż serca dla umierającego. Ta kobieta przywraca mu życie.
Oczywiście musi pojawić się jakiś wróg, jednak nie jest to jakoś specjalnie narzucone przez autorkę. Akcja wywiązuje się naturalnie i bez specjalnych udziwnień.
Książka, tak jak pierwsza część serii bawi słowem, czy sytuacjami.
Może nie powiedziałabym, że jest to arcydzieło literackie, które zmienia pogląd na życie, ale jest to książka, która wyciągnie cię z dołka.
Oczywiście, nie idźcie ślepo za moim zdaniem. Ile istnień tyle gustów. Przekonajcie się sami.
Zmarzluch - szatynka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz